niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 39 | Jade |


Otworzyłam oczy przez niespodziewany hałas oraz promienie słoneczne, które zaczęły atakować moje oczy. Mruknęłam niezadowolona nasuwając kołdrę na głowę. W nocy nie umiałam spać, więc chciałam przynajmniej do popołudnia poleżeć w łóżku. Nie chciałam schodzić na dół po jakieś proszki nasenne, bo po pierwsze nie wiedziałam gdzie się znajdują, a po drugie nie chciałam nikogo obudzić. Zmieniłam się i to cholernie kiedyś to miałabym to wszystko w dupie, a teraz? Nie chcę niepotrzebnie robić hałasu, żeby nie obudzić rodzinę Louisa. Cóż poradzić, że chcę im jakoś zaimponować. Do mojego nosa dobiegł zapach jajecznicy i kawy, którą zazwyczaj rano robiła Jay. Pokochałam tą kobietę tak bardzo przypominała mi moją mamę. Dziewczynki też były cudowne. Poznałam także Marka, który był ojczymem Lou. 
Odetchnęłam nie słysząc już hałasu i zamknęłam swoje oczy by pogrążyć się znowu w śnie, ale nie było mi to dane, ponieważ jakieś małe szkodniki inaczej nazywane Daisy i Phoboe zaczęły mi skakać po nogach. 
- Wstawaj Lilo! To nasz ostatni dzień! - wołały na zmianę.
- Dziewczynki chętnie bym to zrobiła, ale nie spałam całą noc. Obiecuje pobawimy się później - wychrypiałam czując, jak bliźniaczki zaczynają mnie obkładać poduszkami.
- Ale Louis kazał nam cię obudzić - powiedziały, a ja wyjrzałam z pod kołdry. Dziewczynki trzymały kolorowe poduszki w rękach, przetarłam oczy i pokiwałam głową z niedowierzaniem.
- Powiedział w jakim celu macie mnie obudzić? - spytałam.
- Noo, chciałyśmy się z nim pobawić, a on powiedział, że mamy cię obudzić - odpowiedziała Phoboe.
- Okej, już wstaje. Tylko dajcie mi pięć minut postaram się jakoś doprowadzić się do porządku - oznajmiłam na co pokiwały swoimi blond czuprynkami, że się zgadzają.
Wybiegły z pokoju, a ja wstałam zabierając ciuchy, które miałam zamiar ubrać. Zdecydowałam się na biały top, szare rurki oraz duży czarny sweter. Ruszyłam do łazienki starając się jakoś wybudzić. Zabije go kiedyś.
Wyszłam z łazienki kierując się na dół. Włosy spięłam w luźnego koka, bo stwierdziłam, że będą mi przeszkadzać podczas zabawy z dziewczynami. Zmierzając w stronę kuchni potknęłam się z trzy razy, więc stwierdziłam, że potrzebna mi bardzo mocna kawa. Dotarłam na miejsce gdzie zobaczyłam siedzących przy stole Louisa i Jay. Uśmiechali się o czymś rozmawiając. Zatkałam buzię ręką podczas ziewania.
- Dzień dobry - przywitałam się zaspanym głosem.
- Witaj kochanie - odpowiedziała rodzicielka Lou. - Wszystko w porządku? Wyglądasz trochę słabo.
- Tak, tak tylko potrzebna mi mocna kawa. Nie spałam całą noc, a kiedy mi się udało zasnąć ktoś olał swoje siostry i wysłał je do mnie - powiedziałam patrząc morderczym wzrokiem na swojego chłopaka od siedmiu boleści.
- Rany nie wiedziałem - odezwał się Louis, a ja machnęłam tylko ręką.
Jay położyła ręce na biodrach patrząc się na swojego syna wzrokiem w stylu "nie tak cię wychowałam". Zaśmiałam się pod nosem widząc jego minę. Miałam już zaparzyć sobie kawę kiedy kobieta powiedziała, że mam usiąść sobie wygodnie na kanapie, a jej syn zrobi mi porządne śniadanie i kawę. Zagryzłam dolną wargę uśmiechając się.
- Mamo, ale ja.. - nie dokończył, bo dostał od niej w głowę.
- W porządku sama sobie zrobię. On i tak nie zrobi mi takiej mocnej - odparłam uśmiechając się do Jay.
Posłała mi uśmiech, a ja zabrałam się za wsypywanie do szklanki trzech czubatych łyżeczek kawy. Zalałam je wodą kiedy poczułam dwie ciepłe dłonie, które objęły mnie w pasie.
- Wyglądasz prześlicznie - szepnął mi na ucho powodując, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Tak? - wsypałam łyżeczkę cukru do swojej kawy. - Nawet z workami pod oczami?
- Gdzie? Ja żadnych nie widzę - powiedział odwracając mnie do siebie.
W oczy rzuciła mi jego fryzura, zasłoniłam buzię ręką próbując nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Spojrzał się na mnie zdziwiony. Na czubku głowy jeden kosmyk miał podniesiony do góry, a z tyłu wyglądały, jak gniazdo.
- Ładna fryzura skarbie - oznajmiłam przejeżdżając ręką po jego kasztanowych włosach.
- Dziękuje - uśmiechnął się szeroko, a ja bawiłam włosami próbując je jakoś ułożyć, ale nie wychodziło mi to za bardzo. - Mocno się gniewasz?
- Mhm.. - mruknęłam nie przerywając swojego zajęcia.
- Okej, więc skoro tak too - zaczął, ale nie skończył, bo bliźniaczki rzuciły się na nas. Kucnęłam przed Daisy  i wzięłam ją na ręce. To samo zrobił Louis tyle, że z Phoboe.
- To co robimy? - spytałam.
- Chowanego! - zawołała Daisy. - Tylko, że w parach! Ja jestem z Jade.
- Nie! To ja chcę z nią być! - krzyknęła druga.
- Ej, ej, a ja to co? Nie jestem już waszym ulubionym bratem? - spytał oburzony Louis.
- Jesteś, ale jesteś taki nudnyy - oznajmiła Daisy na co wybuchnęłam śmiechem.
Odłożył swoją siostrę na podłogę i na każdą z nas zaczął patrzeć się z morderczym wzrokiem, a w szczególności na mnie. Przełknęłam ślinę i zaczęłam wycofywać się do tyłu.
- Macie minutę na ucieczkę - powiedział powoli.
Każda z nas rzuciła się do ucieczki tylko, że ja nie krzyczałam przy tym, jak oszalała. Wbiegłam szybko po schodach widząc, jak Lou zaczyna gonić swoje siostry. Odetchnęłam i ruszyłam szybko do pokoju w którym spałam przez te kilka dni. Oparłam się o nie starając się uspokoić swój oddech, bo z moją kondycją było coraz gorzej. Musiałabym zacząć biegać czy coś. Niespodziewanie rozległ się dźwięk mojej komórki, więc podeszłam do niej. Okazało się, że dostałam wiadomość od Nicka. Chciałam ją usunąć, ale stwierdziłam, że zobaczę co napisał.

„Przepraszam Cię za to wszystko. Powinienem powiedzieć Ci, że Louis zerwał wtedy z tobą pod przymusem. Nie chciałem Was w to wszystko wplątywać. Żałuję naprawdę.”

Prychnęłam pod nosem. Mam go w dupie, nasza przyjaźń się skończyła. On na pewno się nigdy nie zmieni od początku zawsze byłyśmy stawiane na drugim miejscu. On zawsze wołał pieniądze od nas. Dlatego teraz nie mam zamiaru nawet się z nim kontaktować. Jest dla mnie nikim. Napisałam, że ma do mnie nie pisać, a następnie usunęłam jego numer. Nagle do pokoju wparował Louis, który uśmiechnął się łobuzersko na mój widok. Zaczęłam wycofywać się do tyłu, ale w końcu trafiłam na ścianę. 
- Możemy to jakoś załatwić - oznajmiłam śmiejąc się. 
- Przez ciebie uważają mnie za nudziarza - powiedział opierając swoją rękę o ścianę tuż koło mojego policzka.
 - Czemu przeze mnie? To ty nie chciałeś się z nimi bawić - oznajmiłam dźgając go palcem w klatkę piersiową. 
- Och, zamknij się już - mruknął muskając moje usta. 
Przyciągnął mnie do siebie pogłębiając pocałunek. Niestety tą przyjemność przerwały nam bliźniaczki, które wparowały do środka ubrane w różowiutkie kurtki i włochate czapki. Zmarszczyłam brwi widząc je, a Louis złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Idziemy do miasta. Muszę cię w końcu oprowadzić po swoim rodzinnym mieście nie? - powiedział na co kiwnęłam głową na znak potwierdzenia.
- Fizzy i Lottie też idą? - spytałam.
- Oczywiście - powiedziała Charlotte wchodząc do pokoju.

Nataniel

Stanęłam przed domem Colinsa trzymając w rękach broń trzeba w końcu pożegnać się z tym dupkiem oraz West. Jonsons odwiedzę kiedyś indziej nie wiem czemu, ale do tej małej mam jakiś pieprzony sentyment. Włożyłem broń do kieszeni i ruszyłem do środka. Pomyśleć, że kiedyś mieszkałem z tym idiotą w jednym domu. Zawsze uważałem go za ciotę i to chyba nigdy się nie zmieni. Nacisnąłem klamkę, która niestety nie ustąpiła zmarszczyłem brwi i nacisnąłem jeszcze raz. Przecież Colins zawsze miał otwarte drzwi nie zależnie od pory dnia no chyba, że wróciła Jade od tego swojego kochasia. Tylko z tego co słyszałem od Jace'a to nieźle się wkurwiła kiedy dowiedziała się co pan Nick nawyrabiał. Odwróciłem się w celu ruszenia do ogródka gdzie było drugie wejście kiedy zobaczyłem, jak chłopak wpakowuje jakieś torby do swojego białego audi. Spierdala? Ciekawe gdzie. Skierowałem się w jego stronę, jak najciszej. Kiedy zamknął bagażnik i odwrócił się w moją stronę momentalnie zastygł. 
- Witaj przyjacielu - przywitałem się uśmiechając sztucznie. - Dokąd to się wybieramy?
- Nie obchodzi cię to ty kutasie - warknął zaciskając ręce w pięści. 
- Wybacz Colins, ale nie uciekniesz ode mnie, mamy jeszcze dużo razem do przeżycia - oświadczyłem opierając się o jego samochód. 
- Powiedziałem chyba, że się wycofuje nie? Zejdź mi kurwa z oczu.
- Nie ma tak łatwo. Może się wypakowywać no chyba, że chcesz żeby twoim dziunią coś się stało - odparłem przez co Nick zacisnął ręce w pięści. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć złapał mnie za kurtkę i przycisnął do samochodu. Zacisnąłem zęby czując przeszywający ból w dolnej części pleców. 
- Waż się tylko odstrzelę ci jaja i zabiję! - huknął. - Wystarczająco zniszczyłeś mi życie. Przez ciebie Jade przestała mi ufać i mnie nienawidzi Drew zresztą pewnie też, jednak mimo wszystko na pewno nie pozwolę ci ich skrzywdzić!
Zobaczyłem w jego oczach wściekłość, a jego ręce coraz mocniej zaciskały się na moich ubraniach. Kurwa mać nie doceniłem go. Otwarłem buzię by coś powiedzieć, ale szybko tego pożałowałem go chłopak uderzył mnie pięścią z całej siły w twarz. Usłyszałem chrypnięcie swojego nosa, a po chwili na skórze poczułem ciepłą ciecz. Rzucił mną o ziemię przez co syknąłem z bólu. 
- Jeśli się do nich zbliżysz to pamiętaj, że długo nie pożyjesz - powiedział stając nade mną. 
- Nie boje się ciebie skurwysynie - splunąłem krwią. 
- A powinieneś - oświadczył kopiąc mnie w brzuch oraz jeszcze raz waląc w twarz. 
Zza paska wypadła mi broń. Wziął ją i przeładował, a po chwili poczułem przeszywający ból w okolicach ramienia. Krzyknąłem łapiąc się za nie. Spod przymrużonych powiek zobaczyłem, jak Colins wyjmuje moją komórkę i wykręca do kogoś numer. 
- Przyjedź po swojego wspólnika suko, bo inaczej coś go przejedzie - powiedział, a ja zamrugałem kilkakrotnie rzęsami. 
- Skąd wiesz? - spytałem z ledwością. 
- Nigdy mnie nie doceniałeś i to był twój błąd. Pamiętaj co ci mówiłem i lepiej weź sobie to do serca.

Jade

Siedziałam na jednej z ławek w parku patrząc się, jak Louis razem ze swoimi siostrami gra w piłkę nożną. Uśmiechałam się co chwila widząc, jak chłopak udaje, że dziewczyny go faulują albo że jest niezdolny do gry. Zachęcali mnie do grania, ale ja byłam całkowicie wypompowana, zmęczenie dawało górę. Zamykałam właśnie oczy kiedy rozległ się dźwięk mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni kurtki. Okazało się, że dzwoniła Drew. 
- Hej Dix - przywitałam się zmęczonym głosem. 
- Hej, brzmisz gorzej niż ja, a to chyba ja jestem ta umierająca nie? - odparła, a ja zamknęłam oczy. 
- Możesz tak nie mówić? - spytałam. 
- Okej, przepraszam - westchnęła. - Co się stało? 
- Nic takiego nie spałam praktycznie całą noc więc jestem zmęczona - odpowiedziałam. 
- Co wy robicie hmm? Chwila! Nie, nie chce tego wiedzieć - zawołała, a ja zaśmiałam się cicho. 
- Wiesz.. - zaczęłam, ale dziewczyna przerwała mi krzycząc "nie". Wybuchnęłam śmiechem razem z nią. 
- Kiedy wracasz? - spytałam. 
- Jeszcze nie wiem, a ty? 
- Dzisiaj dlatego Louis zabrał mnie i swoje siostry na spacer - odparłam. - Jak się czujesz?
- Okej, Niall bardzo się o mnie troszczy. 
- Spróbowałby nie - zaśmiałam się, a dziewczyna razem ze mną. 
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, ale potem Drew musiała kończyć. Oparłam się o oparcie ławki i spojrzałam na niebo. Okazało się, że jest trochę pochmurne, ale miałam nadzieje, że nie spadnie deszcz jeszcze chciałam zobaczyć te miasto. Louis mówił naprawdę dużo swoich śmiesznych sytuacji. Uwielbiałam kiedy opowiadał coś z zapałem oraz ten jego błysk w oczach kiedy widział, że mnie to śmieszy. Usłyszałam dźwięk esemesa, więc wyciągnęłam telefon i odebrałam wiadomość o swojej siostry. Okazało się, że wysłała mi swoje zdjęcie i Nialla. Wyglądali naprawdę uroczo. Zmarszczyłam nos, zamykając oczy i wysuwając język, a następnie zrobiłam sobie zdjęcie wysyłając je. Niespodziewanie poczułem, jak ktoś mi zasłania oczy. 
- Zgadnij kto to? - usłyszałam głos Louisa na co zaśmiałam się pod nosem. 
- Yy.. Tommy? 
- Jak śmiesz? - mruknął przeskakując oparcie ławki i usiadł koło mnie. - Nie wymawiaj imienia tego gnojka przy mnie. 
- Louis to tylko mój mały przyjaciel. Zachowujesz się jakbym miała cię z nim zdradzić czy coś - powiedziałam na co popatrzał na mnie z byka. 
- Spróbowałabyś tylko - rzekł obejmując mnie. 
- A co ty myślisz, że w nocy idę gwałcić małe dzieci? - spytałam marszcząc nos. 
- Nie no coś ty! - zawołał całując mnie w głowę. - Mam dla ciebie niespodziankę. 
- Jaką? - spytałam przerzucając na niego wzrok. 
- Zabieram cię na naszą pierwszą oficjalną randkę! - zawołał, a wszyscy którzy znajdowali się w parku zwrócili na nas swoje ciekawskie spojrzenia. Louis uśmiechał się tak szeroko jakby połknął banana. Zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. 

***

Cały czas nie umiałam się odpędzić od otaczających mnie dziewczynek, które podawały mi ubrania, które powinnam przymierzyć, żebym wyglądała perfekcyjnie na randce z Louisem. Ekspedientka w sklepie chyba powoli zaczynała się denerwować zachowaniem dziewczyn, ale posłusznie podawała wszystkie ubrania. Byłoby o wiele szybciej gdyby Tommo powiedział dokładnie gdzie idziemy, ale ciągle powtarzał,  że nie zdradzi oczywiście do czasu kiedy się zmył. Nienawidziłam niespodzianek mimo wszystko byłam bardzo podekscytowana naszą pierwszą formalnie randką, bo kiedyś jedna była, ale na pewno nie można zaliczyć jej do jakoś super udanej. Nieszczęsny wypad do kina. 
- Dziewczyny lepiej będzie, jak ubiorę się w coś ze swoich ciuchów - jęknęłam kiedy dały mi niebieską sukienkę. Nienawidziłam nosić sukienek one nie były w moim stylu tym bardziej, że ostatni raz nosiłam kieckę w urodziny mamy Drew. Co było ze trzy lata temu.
- Louis na pewno zabierze cię na jakąś kolacje, a z tego co widziałam nie masz żadnych sukienek - oznajmiła Fizzy. 
- Grzebałaś w moich ciuchach? - spytałam uśmiechając się lekko. 
- Niee.. - przeciągnęła. - Nie gadaj tylko przymierzaj. 
Widząc ten niebieski koszmar zmarszczyłam nos i powiedziałam, że najlepiej by było gdyby dały mi jakąś czarną. Zgodziły się od razu przez co nie musiałam ubierać tej niebieskiej. 
Po kolejnej godzinie spędzonej w sklepie w końcu wybrałyśmy ciuchy w których na szczęście nie było sukienki. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę siedemnastą, a za godzinę Louis kazał mi być w domu.
- Teraz czas na fryzjera - oświadczyła Lottie. - A potem do kosmetyczki. 

***

Stanęłam w salonie czekając na Louisa przeglądając się w lusterku. Nigdy nie sądziłam się, że mogę wyglądać tak delikatnie i subtelnie. Zawsze malowałam się dość mocno, a teraz miałam na rzęsach mało tuszu praktycznie nie było go widać. Włosy ułożone miałam w koka. Ubrana byłam w czarne legginsy, czarną bluzkę z białym kołnierzykiem, a nogach spoczywały białe trampki przed kostkę. Zagryzłam dolną wargę uświadamiając sobie, że wyglądam naprawdę dobrze. Muszę podziękować dziewczyną. Chciałam iść do nich kiedy z jednego z pokoi wyszedł Louis. Ubrany był w czarne spodnie z podwiniętymi standardowo nogawkami oraz miał czarne vansy.  Na ramionach miał założoną katanę, a pod nią czarną bluzkę. Włosy jak zwykle miał ułożone w artystyczny nieład. Odetchnęłam z ulgą widząc go w takim stroju, bo już myślałam, że zabierze mnie na jakąś kolację. Raczej chyba to nie było w jego stylu i bardzo dobrze, ponieważ sama nie przepadam za takimi uroczystościami. Patrzałam się na niego uśmiechając lekko wyglądał naprawdę świetnie. Po chwili był już przy mnie i przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zadrżałam na jego dotyk, a w brzuchu pojawiły się motylki. 
- Hej Lilo - wymruczał. - Wyglądasz jakoś tak jakoś grzecznie. 
Zaśmiałam się lekko, a kiedy zobaczyłam jego wzrok czułam się jakbym miała zaraz się rozpłynąć. Złapał mnie za podbródek i złożył lekki pocałunek na moich ustach.
- To gdzie mnie zabierasz tygrysku? - spytałam na co popatrzał na mnie uważnie. - Co?
- Wypiłaś coś? Nazywasz mnie tak zawsze kiedy jesteś wypita - powiedział uśmiechając się.
- Jesteś bezczelny - syknęłam waląc go w ramię.
- Nie denerwuj się, żartowałem, lubię jak mnie tak nazywasz. Dlatego miałem zamiar cię dzisiaj upić - rzekł obejmując mnie ramieniem. - Napijesz się ze swoim chłopakiem co nie?
- Idziemy do klubu? Mogłeś powiedzieć ubrałabym się jakoś stosowniej, a nie - jęknęłam.
- Cii wyglądasz cudownie - położył mi palec na buzię.
- Tomlinson wszystko, aby na pewno w porządku? - spytałam podejrzliwie.
- Taak? - odpowiedział pytająco. - A co?
- Może sam już coś wypiłeś? Hmm.. nigdy nie myślałam, że zaproponujesz mi wypad do klubu i upicie się.
Chłopak popatrzał się na mnie ze zmarszczonymi brwiami wyraźnie zniesmaczony tym co przed chwilą ode mnie usłyszał. Poklepałam go po ramieniu. Szatyn uśmiechnął się pod nosem idąc w stronę drzwi wejściowych. Założyłam na siebie kurtkę czekając na Lou na zewnątrz. Chłopak musiał się wrócić po kluczyki od mieszkania żebyśmy przypadkiem wracając nie obudzili reszty domowników. Pojawił się koło mnie łapiąc moją rękę, a po chwili szliśmy w nieznaną mi stronę.
- O której jutro wyjeżdżamy? - spytałam przyglądając się okolicy.
- Z samego rana gdzieś koło piątej - odpowiedział.
- Żartujesz? Rany to z naszej randki nici, muszę się wyspać, bo nie wstanę - powiedziałam specjalnie zastawiając się, jak zareaguje.
 - Wstaniesz, wstaniesz ja już osobiście tego dopilnuję - oświadczył wyprężając się dumnie. - Nie lękaj się obywatelko kiedy Louis Tomlinson jest z tobą nie dane jest długie spanie.
Zaśmiałam się.
- To jest fakt. Nie jest dane. Chyba, że po seksie - wymruczałam układając usta w dzióbek.
Przystanął i popatrzał się na mnie z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Wytknęłam mu język przez co wywinął dolną wargę robiąc minę a'la smutny szczeniaczek. Moje kąciki ust uniosły się ku górze i ruszyłam ciągnąc go, ale niestety zaparł się.
- Chodź głupku - jęknęłam starając się go ruszyć.
- Zobaczymy później na pewno nie będziesz potrafiła się ode mnie oderwać - powiedział cicho pod nosem, ale ja usłyszałam.
- Słucham? - podparłam się rękami po bokach.
- Nie nic kochanie, idziemy - oznajmił w końcu ruszając te swoje "piękne" cztery litery.
Po dziesięciu minutach stanęliśmy pod barem o nazwie "Bar & Bistro". Moja buzia lekko opadła na dół kiedy zobaczyłam, że zaprosił mnie na jakiś wieczór z kibicami piłki nożnej. Zaśmiałam się będąc w totalnym szoku. Chłopak poruszył zabawnie brwiami na co wybuchnęłam głośnym nie opanowanym śmiechem. 
- Naprawdę? O Jezu.. - przetarłam łezkę, która spłynęła po moim policzku od śmiechu. 
- Nie wiem o co ci chodzi, a teraz chodź - powiedział spokojnie wchodząc do środka. 
Poczułam zapach piwa oraz chipsów. Faceci z szalikami na szyjach oraz w strojach swojej ulubionej drużyny siedzieli przed wielkim telewizorem z zawzięciem oglądając zmagania graczy. Szczerze? Całkiem ciekawy pomysł na randkę. 
- Cześć chłopaki! - zawołał Louis witając się z nimi. 
Momentalnie się do nas odwrócili, a na ich twarzach pojawiły się wielkie uśmiechy. Każdy z nich przywitał się z nim, a następnie zwracali się do mnie mówiąc swoje imiona. Z trudem udało mi się to wszystko zapamiętać. Zajęłam miejsce na jednej z kanap czekając aż Lou usiądzie koło mnie, ale tego nie zrobił. 
- Nie rozsiadaj się. Weszliśmy tutaj tylko na chwilę. Musiałem przedstawić swoim kumplom moją dziewczynę - oświadczył podając mi swoją rękę. 
- Od razu zamieść w centrum miasta bilbord z naszym zdjęciem - mruknęłam chwytając jego rękę. 
- To całkiem dobry pomysł! - powiedział niezwykle entuzjastycznie. 
Wyszliśmy z pomieszczenia kierując się parę metrów dalej gdzie zobaczyłam klub o tej samej nazwie. Louis wszedł do środka ciągnąc mnie za sobą. Gdy znaleźliśmy się w środku od razu do mojego nosa dobiegł zapach alkoholu i spoconych ciał. Na drodze stanął nam ochroniarz, ale Tommo bez żadnych ogródek powiedział, jak się nazywa, a ten od razu zszedł nam z drogi. 
- Widzę, że masz tutaj niezłe wtyki - szepnęłam rozglądając się po naprawdę wielkiej sali. Byłam pod wrażeniem nigdy w życiu nie widziałam tak wielkiego klubu. Oczywiście w Londynie są na pewno większe, ale nie miałam przyjemności, żeby mnie wpuścili. 
- Czego się napijesz? - spytał Louis nie reagując na moją wcześniejszą wypowiedź.
- Whisky z lodem - odpowiedziałam głośno, żeby chłopak mógł mnie usłyszeć. 
Zajęliśmy jeden ze stolików na których była tylko świeczka, dostałam swojego drinka i od razu się napiłam. Siedzieliśmy na przeciwko siebie.Poczułam dobrze znane mi pieczenie w przełyku, które zawsze dawało mi ulgę. Spojrzałam na Louisa, który pił chyba wódkę z colą dokładnie mi się przyglądając. Jego wzrok powodował, że czułam się, jak gówniara.
- Co się z tobą stało? - spytał szatyn przejeżdżając po swoim lekkim zaroście.
- Ze mną? To ty się na mnie patrzysz jakbyś rozbierał mnie wzrokiem - oświadczyłam.
Louis zaczął skubać swoją wargę, a jego kąciki ust podniosły się do góry. Otworzyłam lekko buzię nie słysząc od niego zaprzeczenia, więc wymierzyłam mu mocnego kopniaka pod stołem. Podskoczył lekko śmiejąc się tak, że wokół jego oczu pojawiły się liczne zmarszczki. Lubiłam na niego patrzeć kiedy się śmiał zawsze przypominał mi takie słoneczko. Kiedy on się tak uśmiechał to ja zawsze też.
- Wiesz masz naprawdę słodki uśmiech - szepnęłam wpatrując się w niego niczym psychopatka.
- Co? Nic nie słyszałem. Powtórzysz? - pokręciłam głową na nie, bo doskonale wiedziałam, że słyszał wszystko. - Pójdę po więcej.
Gdy zniknął wzięłam szybko swoją szklankę i wypiłam resztę, żeby się chodź trochę rozluźnić. Chyba przez te zmęczenie zachowywałam się zupełnie inaczej. Stwierdziłam, że trochę mu to zajmie, więc zaczęłam rozglądać się dookoła siebie by lepiej poznać klub. Muzyka, która biła od głośników sprawiała, że tupałam sobie nogą. Przerzuciłam wzrok na prawą stronę i zobaczyłam jakiegoś typka, który uśmiechał się do mnie szeroko, a kiedy zobaczył, że się na niego patrzę puścił mi oko. Przewróciłam oczami pokazując mu środkowy palec. Nie zobaczyłam jego reakcji, bo przysłonili mi go jacyś ludzie. Po chwili koło mnie pojawił się Louis trzymając w rękach butelkę z whisky. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i kazałam usiąść koło siebie. Chłopak objął mnie ramieniem i nalał nam do szklanek. Wzięłam ją do ręki i zamoczyłam usta. Podkuliłam nogi na kanapie wtulając się mocniej w jego klatkę piersiową. Całkowicie ignorowałam muzykę oraz hałas, który dookoła nas panował.
- Lubię twoją rodzinę - powiedziałam przyglądając się swojej szklance. - Twoja mama przypomina mi moją.
- Jeśli będziesz chciała to będziemy często tu przyjeżdżać - oświadczył całując mnie w czubek głowy. - Idziemy zatańczyć?
- Okej, ale nie marudź, jak będę ci dreptać twoje buty - zaśmiałam się wstając.

***

Louis zaczynał coraz bardziej przesadzać z alkoholem aż w końcu upił się, a wtedy zachowywał się, jak totalny wariat. Wydawał z siebie jakieś bliżej nie znane mi dźwięki, podrywał mnie jakbyśmy pierwszy raz w życiu spotkali, a co najlepsze ciągle brał mnie na ręce. Po dość długich przekonaniach go udało mi się zaciągnąć go do stolika gdzie siedzieliśmy. Usadowiłam go przy ścianie żeby w żaden sposób nie mógł mi zwiać, bo nie miałam zamiaru holować go do domu. Nawet nie miałabym tyle siły. Sama zrezygnowałam z dalszego picia, bo wolałam nie przesadzać. Nie chciałam doprowadzić do tego czegoś w moim stylu podczas porządnego upicia się. 
- Wiesz, że mam bardzo seksowną dziewczynę? - spytał mnie patrząc się pociemniałym wzrokiem. 
- Tak? Jak się nazywa? Chciałabym ją poznać - odpowiedziałam pytaniem śmiejąc się pod nosem z jego stanu. 
- To przecież ty - powiedział marszcząc brwi. - Czy to nie ty? Wyglądasz, jak ona. 
- Nie to nie ja. Nie chciałabym takiego głupka - oświadczyłam, a on popatrzał się na mnie poważnie, lecz coś mu to nie za bardzo wyszło, bo dostał czkawki. 
- Wiesz kocham cię - oznajmił całując mnie w policzek. 
- Wiem, wiem, a teraz idziemy do domu - odparłam wstając, ale chłopak objął mnie w pasie i posadził na swoich kolanach. 
- A ty mnie kochasz? - mruknął w moje włosy. 
- Tak Louis, kocham cię - szepnęłam łapiąc go za ręce. - Chodź już jutro nie wstaniesz. 
- To daj mi buziaka - wymruczał mi do ucha. 
Westchnęłam odwracając się do niego cmoknęłam go w usta. Mruknął niezadowolony, więc położyłam ramiona na jego barki. Pocałowałam go czując smak whisky na jego ustach. Objął mnie rękami  w pasie pogłębiając bardziej pocałunek. Całowaliśmy się zupełnie inaczej niż zawsze, bardziej niezdarnie co pewnie było spowodowane chwilową niedyspozycją Louisa. Oderwałam się od niego, ale temu idiocie ciągle było mało. 
- Dostaniesz więcej, jak dotrzemy do twojego rodzinnego domu. Pamiętasz gdzie mieszkasz? - spytałam powoli żeby mógł zrozumieć. 
- Oczywiście, że pamiętam, ale jak już tam będziemy to dostane więcej? - dopytał, a ja wzniosłam oczy ku górze kiwając lekko głową. Pewnie i tak padnie, jak tylko przekroczymy próg. 

Nataniel

Zaparkowałem samochód jak najdalej od posiadłości Jace'a, żeby kamery nie mogły nas zobaczyć. Mimo bolącego ramienia jakoś udało mi się kierować swoim autem, bo Selena zbuntowała się twierdząc, że to właśnie ona go zabije, a ja mam odwalać całą resztę. Gdyby nie sukinsyn Colins nie dałbym sobą rak rządzić, ale z tego powodu, że ta dziwka po mnie przyjechała musiałem oddać jej przysługę. Najchętniej wypchnąłbym ją z tego samochodu, ale jakimś cudem się powstrzymywałem. 
- Świetnie teraz wejdziesz tam i będziesz z nim normalnie jak gdyby nic jasne? - powiedziała, a ja zacisnąłem ręce na kierownicy zaciskając zęby, żeby nie wydać z siebie żałosnego jęku spowodowanego przeszywającym bólem. 
- Możesz mi wszystkiego nie tłumaczyć, jak idiocie?! - wrzasnąłem. 
- Ej, spokojnie Nat - rzekła podnosząc ręce w geście obronnym. - Po prostu chcę, by wszystko wypaliło jasne?
- To się w życiu nie sprawdzi. Jace nie jest taki głupi na jakiego wygląda uwierz mi. Powinnaś to wiedzieć pracowałaś z nim już ponad rok - oświadczyłem już ciszej. 
- O jeden rok za dużo... - urwała wgapiając się w broń którą trzymała w rękach. - Trzymajmy się tego co ustaliliśmy.
Powiedziała wysiadając z auta. Wypuściłem powietrze z ust również opuszczając swój samochód. Ruszyłem w stronę domu brata cały czas zastanawiając się czy przypadkiem sam go nie zabić. Stanąłem przed ogromnymi drzwiami i wszedłem do środka. Od razu koło mnie pojawiło się trzech mężczyzn.
- Zostawcie tego kutasa - usłyszałem dobrze znany mi głos należący do Jace'a. 
 Od razu odeszli ode mnie, a ja zacząłem rozglądać się dookoła w poszukiwaniu tego chuja. Okazało się, że siedział przy swoim biurku odwrócony do mnie tyłem. Odchrząknąłem, ale nie odwrócił się do mnie. Przewróciłem oczami. Pieprzony ważniak. 
- Potrzebuje nowej asystentki - oznajmił strzykając kosatkami palców. Już od dzieciństwa denerwował mnie tym pstrykaniem, zawsze robił to specjalnie, a matka miała to gdzieś. 
- I co? Ja mam ci ją znaleźć? - spytałem kpiąco. 
- Już ją znalazłeś. Drew Jonsons masz mi ją przyprowadzić - odpowiedział odwracając się na tym pieprzonym krześle. 
Jak zwykle ubrany był w marynarkę i koszulę. Przynajmniej już jest przystrojony do trumny.
- Chyba żartujesz. Nie zrobię tego. Nawet gdyby to myślisz, że zostałaby twoją prawą ręką po tym co jej zrobiłeś? Ty naprawdę jesteś popieprzony - zaśmiałem się. 
- Jeśli zagrożę jej, że zabije jej siostrzyczkę? - mruknął wstając. - Ty mi w tym pomożesz jasne?! 
Pokręciłem głową zaprzeczając. Nie miałem zamiaru jej takiego czegoś zrobić, a tym bardziej dlatego, że Nick kazał mi się trzymać od nich z daleka. Na pewno nie zaryzykuję chcę sobie jeszcze trochę pożyć. Spojrzałem na zegarek na swoim nadgarstku. Dobijała 22:30, więc za chwilę wejdzie tu Selena. Podszedłem do brata i objąłem go ramieniem. 
- Wiesz czuję, że będzie to cudowna współpraca braci - powiedziałem uśmiechając się szeroko. 
- O czym ty pieprzysz? - warknął wyraźnie poirytowany. - Weź ode mnie te ohydne łapsko.
- Oj braciszku! -  zawołałem. 
- Zamknij ten krzywy ryj. Przyprowadzisz ją tutaj albo to będziesz mnie błagał o życie - oświadczył mrożąc mnie tym swoim ohydnym wzrokiem. 
- To ty będziesz mnie błagał o życie - usłyszałem za plecami dźwięk przeładowywanej broni. 
Obydwoje odwróciliśmy się w tym samym czasie. Okazało się, że ruda mierzy w Jonathana bronią, więc odszedłem na bezpieczną odległość. Blondyn uśmiechnął się kpiąco widząc dziewczynę. 
- Kogo moje oczy widzą mojego kochanego kwiatuszka - zaśmiał się przeszywająco. Psychol pieprzony.
- Zamknij się. Jakieś ostatnie życzenie? - warknęła. 
- Chcę żeby zabił mnie mój ukochany braciszek, bo skoro się zmówiliście to chociaż raz w życiu chce zobaczyć, jak ta ciota kogokolwiek zabija - oznajmił z zaciśniętymi zębami. 
Selena zawahała się, ale w końcu oddała mi broń. Stanąłem przed nim patrząc na niego starając się wyszukać jakiegoś sentymentu by go nie zabijać, ale takowego nie znalazłem. Ciągle do głowy przychodziły mi te wszystkie świństwa które mi zrobił. Te wyśmiewanie się ze mnie kiedy byłem mały, te znęcanie się nade mną przed kumplami. Byłem jego pomiotem, kimś kogo mógł bezkarnie mieszać z błotem. Zawsze obiecywałem sobie, że nie będę taki, jak on. Zamknąłem oczy. Miałem dobrego kumpla, którego uważałem za gówno, poznałem Jade i Drew. Polubiłem je mimo wszystko, a Drew najbardziej może do tej pory bylibyśmy razem, ale Jonathan wszystko spierdolił tak, jak całe moje życie. 
- Nienawidzę cię za to wszystko co mi zrobiłeś - warknąłem celując mu w głowę. - Zniszczyłeś mnie. 
Wystrzeliłem trafiając mu prosto w czoło. Jego ciało upadło bezwładnie na podłogę, a huk rozbrzmiewał w moich uszach. Upuściłem broń i opuściłem, jak najszybciej to miejsce. Wsiadłem do samochodu nie patrząc na tą dziwkę, skierowałem się wprost na lotnisko gdzie czekał na mnie mój samolot do Nowego Jorku.

Jade

Otworzyłam oczy słysząc jazgot budzika, który nastawiałam, jak wróciliśmy z imprezy. Wiedziałam, że Louis nie będzie potrafił wstać co oznaczyło, że możemy spóźnić się na pociąg. Nie dość, że musiałam go targać do domu to jeszcze musiałam nas spakować kiedy on w najlepsze sobie chrapał. Wygrzebałam się z łóżka i ruszyłam do pokoju Lou, żeby go obudzić. Spał sobie w najlepsze przytulony do swojej kołdry. Wyglądał, jak aniołek nawet przez chwilę nie miałam go serca budzić, ale w końcu złapałam go za stopę i z całej siły pociągnęłam powodując, że zleciał na twardą podłogę. 
- Aua! - krzyknął łapiąc się za plecy. - Ty mały potworze.
- Wstawaj, bo się spóźnimy. Do szkoły musisz iść - zawołałam ignorując jego wściekły wzrok. 
- Powiedziała osoba, która powinna chodzić - mruknął wstając.
- Mnie wywalili, a ty jesteś ich najlepszym uczniem. 
- Rany, całkiem mi to z głowy wyleciało - zaczął, a ja zmarszczyłam brwi na jego słowa. - Dyrektor Harvey kazał mi powiedzieć, że możecie wrócić. 
- To powiedź mu, że nie wracamy - oświadczyłam bez żadnego zastanowienia. - Ubieraj się. 
- Proszę wróć przynajmniej będziemy cały czas razem - podjął próbę przekonania mnie na co ja machnęłam tylko ręką i poszłam do pokoju się przebrać. 
Gdy byłam gotowa zeszłam na dół gdzie zobaczyłam całą rodzinę Tomlinsonów stojąc w jednym gronie. Uśmiechali się do mnie szeroko, więc odwzajemniłam uśmiech. 
- Chodź do nas skarbie - powiedziała Jay rozkładając szeroko ręce. 
Podeszłam do nich, a oni od razu się wszyscy we mnie wtulili. Poczułam, jak do moich oczu napływają łzy. Oni byli tacy kochani. Przytuliłam każdego z nich z osobna dziękując za te trzy dni. Zaprosili mnie już na święta przez uśmiechnęłam się lekko. 
- Możecie w końcu oddać moją dziewczynę? Ja też jestem waszym bratem i synem halo? - powiedział Louis wyraźnie obudzony, że o nim zapomnieli. 
Przyglądałam im się z uśmiechem, widać było, że będą za nim tęsknić szczególnie Jay, która zawsze powtarzała, że jest jej małym Boo Bear'em. Gdy wychodziliśmy bliźniaczki zaczepiły się moich nóg i błagały, żebym jeszcze kiedyś przyjechała. Zgodziłam się od razu i zdjęłam ze swoich rąk cztery bransoletki, które nosiłam. Podarowałam je każdej siostrze Louisa. Niebieskooki złapał mnie za rękę i ruszyliśmy wprost w kierunku peronu. 
- Mówiłem, że im się spodobasz? - oznajmił dumnie. 
- Tak, mówiłeś - powiedziałam uśmiechając się. - Głowa boli? 
- Trochę - odpowiedział ze smutną minką, więc podniosłam się na palcach i pocałowałam go w czoło. 
- Wrócisz? - nie poddawał się. 
- Nie, Louis - powiedziałam bardziej stanowczo.
- No dobra - mruknął.  
Uśmiechnęłam się do niego szeroko i zaczęłam rozglądać się po okolicy. Będzie brakowało mi tego miejsca, ale moje miejsce jest w Londynie, tam gdzie się wszystko zaczęło. Zawsze będę kochała to miasto. Nigdy nie sądziłam, że moje życie może tak się ułożyć. Mam siostrę, chłopaka, znalazłam grób rodziców.  Na razie jest wspaniale i cudownie, ale kiedyś może być inaczej prawda? Najgorsze jest to, że już niedługo może to wszystko zniknąć. 

#
Hej skarby,
Tak, tak już wiem co sobie pomyślicie "znowu ona" haha
W końcu pojawił się rozdział co nie? Pojawiłby się szybciej, ale miałam straszny tydzień związany z poprawami. Ach, te końce roku. Co do bloga. Z mojej strony pojawi się już tylko epilog. (nie mogę w to uwierzyć) Szybko minęło. Uważam, że rozdział jest kiepski i to bardzo. Uhh.. zmieniałam jego fabułę chyba ze sto razy. To wszystko. 
Także komentujcie :) 
Przepraszam za jakiekolwiek błędy. 
Udanej niedzieli, x  

16 komentarzy:

  1. <3 tak jak prosiłaś. I uważam, że rozdział jest wspaniały :*

    OdpowiedzUsuń
  2. <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  3. Aww kochane gołąbki <3
    Ciesze sie w ostateczności dodałaś ten rozdział, bo jest naprawdę genialny. Szczególnie ten pijany Louis haha, Boże nie mogę z niego. Aww rodzina Lou pokochała Jade. :D Dobrze ze im sie układa, a teraz uwaga.
    Szkoda mi Nataniela bardzo przynajmniej zabij swojego braciszka. :) Chyba pod koniec ześwirowałam haha
    Czekam na następny rozdział życzę dużo weny skarbie ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział fajny.Mam dla ciebie propozycję.Napiszcie opowiadanie z Jade i Collinsem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale ten rozdział jest obłędny, zajebisty i boski i wgl!! rozwaliła mnie randka Lade nic dodać nic ująć czekam na nexta weny i buziole ;** lecę na nowego bloga obczaić heh ;p
    p.s. w wolnej chwili zapraszam na mojego nowego bloga:
    http://fanfiction-error.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste <3 Kocham tego bloga,czytam i nie chcę końca.Jest mi bardzo smutno że zaraz będzie epilog.Fajnie by było gdybyś zrobiła drugą część czy coś.Ten rozdział był bardzo długi i był super.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! ♥ Uwielbiam Lade! ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda ze to juz praktycznie koniec.
    Fanfiction należy do moich ulubionych :) Ciesze sie ze miedzy Lilo a Lou wszystko gra. Nataniel pokazal ze warto go lubić. Czekam na epilog z twojej strony oraz rozdziały Charlotte.
    Dużo miłości a w szczególności weny! :D
    Daria x

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest idealny <3. Kiedy kolejny?

    Zapraszam do mnie: http://lovehateonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

  10. Cześć, tu Hai z MMYR. Z góry przepraszam, że zaśmiecam Ci bloga takimi komentarzami.
    Chciałabym Cię jedynie poinformować, że na blogu MMYR znajduje się strasznie ważna notka. Liczy się pomoc każdego.
    Dziękuję, kocham Cię i miłego dnia x

    OdpowiedzUsuń